Od dłuższego czasu, Zuzia (3 lata) przejawia duże zainteresowanie
literami. Kilka tygodni temu przechodziła taki etap, potem jakiś czas była
cisza w tym temacie, a ostatnio ciągle dopytuje o litery. Wprowadzanie dziecka
w świat czytania i pisania to nie taka prosta sprawa.
Kiedy?
Metody są różne, wiele plusów i minusów. Rodzice zastanawiają się
"jak?", "kiedy?". Ba! Wielu nauczycieli zadaje sobie te
pytania. "Czy 3-latek nie jest za mały?" ,"Czy 6-lat to
nie za późno?". Inni mówią "Najlepiej, iść za dzieckiem",
"A co jak nie zainteresuje się nawet w wieku 10lat?". Wiele widziałam,
dużo czytałam. Powiem, że nie ma złotej recepty na to "kiedy". Maria
Montessori mówiła oczywiście o podążaniu za dzieckiem. Osobiście staram się iść
za tym głosem. Nie oceniam jednak innych i ich spojrzenia, bo każdy ma
argumenty i swoje racje. Warto jednak rozmawiać, wymieniać się doświadczeniami i
wzbogacać swoją wiedzę.
Jaka metoda?
Nie potrafiłam się konkretnie
zdecydować. W grę wchodziły dwie metody, to znaczy metoda
symultaniczno-sekwencyjna (metoda krakowska) oraz metoda Montessori.
Na początku intensywnie myślałam
o metodzie Montessori. Tym bardziej ostatnio, przecież jestem w trakcie kursu
dyplomowego, a wolny czas poświęcam na studiowanie literatury. Wydawało mi się
to oczywiste. Zrobiłam szorstkie litery i zaproponowałam córce. Nie było to
jednak coś co Ją pochłaniało. Widziałam, że czegoś Jej brakuje. Nie była nimi
zafascynowana, choć obserwowała, kilkakrotnie próbowała, ale faza jakby się
urwała. Zdecydowałam się schować litery na jakiś czas.
Ostatnio zrobiłam drugie
podejście tym razem z samogłoskami, po tym jak wyciągnęła swoje stare książki,
które czytałyśmy 1,5 roku temu z minimalną ilością tekstu i wyraz po wyrazie
dopytywała "co to?". Część z nich rozbijała na litery, pytając o
poszczególne. Wtedy też zrobiłam plansze z samogłoskami w nawiązaniu do metody
symultaniczno-sekwencyjnej. Zainteresowanie było większe niż w przypadku
szorstkich liter, ale również czas późniejszy o kilka tygodni, co mogło oczywiście mieć na to wpływ.
W plansze wprowadziłam pewne elementy
Montessori. Obrazki wydrukowałam realistyczne, a na odwrocie zrobiłam kontrolę błędu.
Zdaję sobie sprawę, że ogromnie ważna w tej metodzie jest powtarzalność i
osłuchanie się. To również u nas się pojawia, także w innych zabawach.
Do alfabetu szorstkiego na
pewno wrócimy. Niektórzy są zdania, że metod się nie łączy. Inni mówią, że
nawet w przedszkolach Montessori zaczyna wprowadzać się sylaby. A ja zdziwiona
tym faktem cytuję Marię Montessori:
Myślę, że nauka czytania i pisania metodą Montessori to nie jest
typowa nauka liter jak się powszechnie przyjmuje. Kilkakrotnie pokazywałam
ludziom zainteresowanym pedagogiką ten cytat i przeważnie byli zdziwieni, że „Montessori
i sylaby?”.
Po co ten post?
Chyba trochę chciałabym Was przekonać, że warto spróbować tej
metody, że to nie do końca tak, że metoda Montessori to późniejsze problemy z literowaniem,
bo gdzieś i taką opinię słyszałam. Nie będę oceniała wyższości żadnej z metod. Nie
robiłam żadnych badań na ten temat ;).
Chciałam zaznaczyć pewne ważne kwestię, napisać własne
przemyślenia i to jak to wygląda u nas.
A materiały?
Pozdrawiam, Ania
Zajrzyj też tutaj:
Etykiety: metoda symultaniczno-sekwencyjna, Montessori, teoria